Rower jako narzędzie rehabilitacji

Zawsze byłem sprawny fizycznie, aż do momentu choroby, która nie wybiera, dopada nas w najmniej odpowiedniej dla nas chwili, w momencie, gdy życie mamy już – jak nam się wydaje – poukładane: rodzina, dzieci, praca – szczęście do którego każdy dąży. 1999 rok – zapalenie mięśnia sercowego – to tylko choroba, nie wyrok, jeden pobyt w szpitalu, potem drugi, trzeci… 2000 rok – kolejne pobyty w szpitalu – trzeba za wszelką cenę utrzymać sprawność fizyczną, każdy krok sprawia coraz większą trudność. 2001 rok, sierpień – to już wyrok – transplantacja serca jest już nieaktualna, potrzeba więcej –  serca i płuc. Jestem optymistą, chodzenie i trudności z tym związane są coraz większe, do tego jeszcze ta pompa infuzyjna. No cóż, pompa na wózek i spacery  po korytarzach szpitalnych… Ten mój optymizm i chęć do życia, utrzymanie sprawności fizycznej okazały się –  jak się później dowiedziałem – bardzo potrzebne w okresie po transplantacji. Przeszczep, zmiany życiowe. Nie pozwoliłem na to, aby świat mi się zawalił. Siłą napędową była dla mnie rodzina – żona, dzieci. Musiałem być zdrowy. Całodzienna rehabilitacja, wykonywanie wszystkich poleceń – i tak przez prawie cały miesiąc. Starałem się wręcz wychodzić naprzeciw oczekiwaniom personelu medycznego, angażując całe swoje ciało, całą swoją siłę.

 

W bardzo szybkim tempie odzyskałem sprawność, która pozwoliła mi przetrwać cały ten trud po transplantacji. Z dnia na dzień, krok po kroku, dochodziłem do minimalnej sprawności fizycznej, umożliwiającej funkcjonowanie. Drugi miesiąc był już łatwiejszy – rowerek stacjonarny, rehabilitacja ruchowa, pozwoliły mi samodzielnie funkcjonować. Po pewnym czasie okazało się, że samo chodzenie to już za mało, trzeba obciążyć nogi – to już duży krok do tego, aby wyjść do domu.

 

Otrzymałem dar życia po raz drugi. Czy może być coś piękniejszego? Czułem się coraz lepiej, szybko nabierałem sił. Pokazywałem ludziom, że osoby po przeszczepie są sprawne fizycznie. Systematycznie jeździłem na rowerze, pokonywałem coraz dłuższe trasy. Dzięki rowerowi, pomimo tego, że jestem tarnogórzaninem od kilku pokoleń, na nowo odkryłem swoje rodzinne strony, dotarłem do miejsc oddalonych od dróg asfaltowych, ukrytych dla szerszej publiczności.

 

Podczas tych rowerowych wycieczek w mojej głowie zrodził się pomysł zorganizowania rajdu dla osób po przeszczepie serca oraz serca i płuc. Wszyscy otrzymaliśmy drugie życie – rajd miał być swego rodzaju formą dziękczynną. Mój pomysł został entuzjastycznie przyjęty przez dyrektora zabrzańskiej kliniki, prof. Mariana Zembalę. Dzięki jego wsparciu, a także zaangażowaniu dr Zakliczyńskiej mój pomysł nabrał realnych kształtów i doszedł do skutku. Trasa rozpoczynała się w Zabrzu: wyruszyliśmy spod Śląskiego Centrum Chorób Serca, a zakończyliśmy pod Sanktuarium Najświętszej Maryi Panny Jasnogórskiej w Częstochowie. W ten sposób pokazaliśmy, że mimo przeszczepu żyjemy normalnie, jesteśmy sprawni fizycznie. Nasz trud był podziękowaniem za dar życia oraz okazaniem wdzięczności dla dawców i ich rodzin. Mój pomysł nie okazał się jednorazową akcją, kolejne rajdy odbywają się co roku. Kilkukrotnie gościłem u  Anny Dymnej, w jej programie telewizyjnym oraz organizowanym przez nią Festiwalu Zaczarowanej Piosenki. Podczas jednej z rozmów, kiedy opowiadałem jej o rajdzie, postanowiliśmy, że kolejny dotrze spod zabrzańskiej kliniki wprost na scenę, ustawioną na krakowskim rynku, podczas kolejnego Festiwalu. Podczas naszej rowerowej wyprawy zatrzymywaliśmy się w miastach położonych na trasie rajdu, aktywnie promując swoim przykładem oraz nabytą wiedzą ideę transplantologii – stało się to, obok dziękczynienia za dar drugiego życia – podstawową misją naszych rajdów.

 

Zachęcony sukcesami rowerowych rajdów do Częstochowy i Krakowa, postanowiłem zorganizować piknik rowerowy w swoim rodzinny mieście, w Tarnowskich Górach. W ten sposób powstała idea organizacji I Tarnogórskiego Rajdu Integracyjnego Osób Niepełnosprawnych. Pomysł ten spodobał się lokalnym władzom, które wsparły finansowo oraz organizacyjnie to przedsięwzięcie. Patronat nad Rajdem objął burmistrz, starosta oraz poseł na Sejm RP. Celem pikniku była integracja osób niepełnosprawnych, propagowanie zdrowego trybu życia a także zwalczanie stereotypów dotyczących osób niepełnosprawnych,  jako jednostek wyeliminowanych z aktywnego życia społecznego. Jeżeli dzięki zorganizowanym rajdom i piknikowi integracyjnemu przynajmniej jedna osoba przestała wierzyć w stereotyp człowieka po przeszczepie jako niepełnosprawnego, skazanego na bezustanną opiekę rodziny,  zamkniętego w czterech ścianach swojego domu – to warto było ten pomysł zrealizować, warto tworzyć kolejne tego typu inicjatywy, aby kolejne osoby przestały żyć w tym błędnym przekonaniu…

 

Pomysłodawca i organizator rajdów rowerowych osób po transplantacji serca
Marek Breguła